Dziadek – barman i menedżer

Dziadek – barman i menedżer

Od lat i dla wszystkich, i nawet nie wiadomo, dlaczego – Dziadek. Lubi tę ksywkę. Woli od imienia Mirek. To taka sceniczna tożsamość. Bo Dziadek ma dużo wspólnego ze sceną. Od lat dzięki niemu, i dzięki przychylności pubu Pełna Qlturka, gdzie pracuje, do Sochaczewa przyjeżdża wiele muzycznych, smakowitych gwiazd, również zza oceanu, dając niezapomniane, historyczne koncerty. Dziadek w sposób spontaniczny, z powołania, podnosi tym samym naprawdę znacząco poziom życia kulturalnego w naszym mieście. A zaczęło się jakieś trzydzieści lat temu w Kanadzie, w Toronto. Wtedy też zaczynał jako barman. W wolnych chwilach jeździł na koncerty, i to największych muzyków świata. Również później, gdy już wrócił do Polski i zamieszkał w stolicy, kontynuując karierę barmana w nocnych klubach. Menedżerstwo go zawsze kręciło. Wyjeżdżał do Niemiec, Holandii, gdzie poznał ludzi z branży rozrywkowej. Te kontakty owocują do dziś m. in. muzycznymi wydarzeniami w Socho. Sam nie wie, czy lubi, to co robi. – Całe życie z wariatami – mówi. – Ostre tempo, ciągle coś się dzieje, w Warszawie już byłem tym chaosem, wyścigiem z czasem, zmęczony. W Sochaczewie na szczęście wszystko się kręci trochę wolniej. No cóż, robię to, co umiem, siedzę w tym po uszy i nawet nie kontroluję kolejnych wydarzeń. Samo się dzieje. Powiem tylko tyle, że ze wszystkiego, co robię, najprzyjemniejsze jest barmaństwo. I nie chodzi sztukę zawodu, lecz o luźny kontakt z ludźmi. O te chwilę, kiedy sobie przy barze gadamy. Często o niczym ważnym, ale te rozmowy zwyczajnie są miłe.

tekst Monika Figut
foto Wiktor Wachowski

Fajne? Podaj dalej ---->




Pełna wersja portalu